Saturday, 5 April 2014

Prolog.

               Byłyśmy przyjaciółkami odkąd tylko sięgam pamięcią. Poznałyśmy się jeszcze zanim zaczęłyśmy razem chodzić do przedszkola. I od dnia, w którym to się wydarzyło Olivia nie opuściła mnie ani na chwilę. Aż do teraz. Chociaż mimo, że jej już nie ma przy mnie, czuję jej obecność. Jest i już na zawsze będzie w moim życiu, tak jak obiecałyśmy sobie pierwszego grudnia gdy miałyśmy jedenaście lat. Tego dnia, pomimo silnego mrozu Olivia uciekła z domu, by przyjść, pocieszyć mnie po tym jak moja mama odeszła. Nie umarła, ona po prostu odeszła. Obudziłam się i już jej nie było. Tato nawet nie udawał, że wróci. Powiedział, że wczoraj widziałam ją po raz ostatni. Nie pamiętam już jak wyglądała. Nie wiem jaki był kolor jej włosów, ani ich długość. Może kiedyś ją mijałam na ulicy, ale tego nie wiem. Nie dostałam od niej nawet kartki na święta. Ale ja wciąż łudzę się, że mnie kocha. I nigdy nie przestanę w to wierzyć. Nieważne ile razy się zawiodę, moja wiara jest silniejsza od wszystkich rozczarowań.
                Ale wracając do tego mroźnego popołudnia. Nie wiedziałam co mam zrobić, a pierwszą rzeczą, o której wtedy pomyślałam było zadzwonienie do niej. I tak zrobiłam. Rodzice zabronili jej wychodzić, ale to jej nie powstrzymało. Zrobiła wtedy dwie kanapki z masłem orzechowym i uciekła przez okno.Gdy już zmarznięta znalazła się w progu moich drzwi rzuciła mi się na szyję i razem zaczęłyśmy wylewać słone łzy. Ciągle płacząc wypiłyśmy herbatę i zjadłyśmy kanapki, które przyniosła. Jedna była dla mnie, a druga dla niej.
                - Dlaczego zrobiłaś dwie? – spytałam się jej wtedy – Ja mogę zrobić sobie sama.
                Nigdy nie zapomnę jej bladoniebieskich oczu, które wtedy popatrzyły na mnie przepełnione ogromnym bólem.
                - Lily, nie zrobiłabyś sobie. Gdy jesteś smutna potrafisz nie jeść nic całymi dniami. Za to, gdy jesteś szczęśliwa jesz za nas dwie. Wiem kim jesteś. Ty wiesz, kim ja jestem. I już na zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami.
                Przytuliłam ją bardzo mocno i z kolejnymi łzami ściekającymi po bladych policzkach odpowiedziałam:
                - Tak. Na zawsze.
                Dlaczego o tym teraz mówię? Chcę, żebyście zrozumieli, że mnie i Olivię łączyło coś więcej niż wielka przyjaźń. Zawsze byłyśmy ze sobą szczere, mówiłyśmy sobie o wszystkim i byłyśmy zawsze obok siebie, na wyciągniecie ręki. Myślicie zapewne: przyjaźń nie z tej ziemi. Mogę przyznać wam rację. Tego, co czułam do niej nie wywołał we mnie nikt inny. Ta miłość była nie do pokonania. Nawet śmierć ją nie przezwycięży. Tak wtedy myślałam.
                Olivia była moim przeciwieństwem. Podczas gdy ja lubię się zabawić, jestem rozczepiana, zapominalska, pyskata i bardzo głośna, ona jest osobą zawsze zorganizowaną, a każdy swój krok ma zaplanowany i wszystko musi być tak jak być powinno. Jej ciemne włosy zawsze były idealnie proste i zawsze tak samo ułożone. Nie lubiła z niczym eksperymentować, a już na pewno nie ze swoim ciałem. Kocha grac na skrzypcach. Gra od siódmego roku życia. Wtedy postanowiła iść do szkoły muzycznej, a ja poszłam na lekcje tańca. W wieku gimnazjalnym zdobywałam nagrody z tańca hip hopu, a ona z mistrzostw w gry na skrzypcach. Jednak mimo wielu różnic coś nas do siebie przyciągało.
                Od przedszkola chodzimy razem do jednej klasy. Przeżyłyśmy wiele wspaniałych, szkolnych lat. W podstawówce uratowałam ja przed wspinaniem się na wychowaniu fizycznym po linie, ponieważ miała straszny lęk wysokości. Za to ona w gimnazjum broniła mnie przed nauczycielką historii, która miała w zwyczaju wyśmiewanie mnie na oczach całej klasy. Nadeszło w końcu też i liceum. W tym okresie zmarł mój tato. Jednak nie zostałam sama. Była przy mnie Olivia i jej rodzina. Zamieszkałam z nią, a jej rodzice traktowali mnie jak własna córkę. Jestem naprawdę bardzo wdzięczna Olivii za wszystko, co dla mnie zrobiła. Było ciężko, ale ona sprawiała, że pomimo wszystkich problemów życie wydawało się prostsze.
                Gdy dostałam pieniądze po śmierci taty, postanowiłam spełnić swoje marzenie. Miałam je tylko jedno. Był nim uniwersytet tańca w Paryżu. Marzyłam o tym, aby tam studiować. Język francuski miałam bardzo dobrze opanowany, ponieważ za życia taty chodziłam na dodatkowe lekcje. Zawsze widziałam siebie mieszkająca we Francji. Był tylko jeden problem. Olivia od zawsze marzyła o muzycznych studiach w USA. Postanowiłyśmy podjąć jakąś decyzję w związku z nasza przyszłością. Podejmowanie jej zajęło nam kilka miesięcy. Rozmawiałyśmy o tym długo i regularnie. Chwilami pragnęłam porzucić swoje marzenia, aby jej mogły się spełnić, i wiedziałam, że ona czuła to samo. Ale uznałyśmy, że musimy skorzystać z naszej szansy. Postanowiłyśmy pierwszy raz w naszym życiu się rozdzielić. Ja pojechałam na studia do Paryża, ona do Nowego Jorku. Rozłąka była dla nas niesamowicie trudna. Nie wiedziałam jak poradzę sobie bez niej, ale to był czas, w którym musiałam zacząć kształtować swoje własne życie. Obiecałyśmy pisać co kilka dni do siebie listy. Miałyśmy w nich opisywać wszystko co się działo w ciągu tych wszystkich dni, wszystkie nasze tajemnice, o których tylko my możemy wiedzieć. I tak było już zawsze.
                Minęły trzy lata od naszego rozstania. Jestem teraz tu, w Paryżu. Zostałam instruktorem tańca hip hopu i breakdanca. Studiuję w weekendy, gdy nie jestem w pracy. Pracując, zarobiłam na niewielkie mieszkanko w centrum Paryża. Kiedyś moim marzeniem było mieć za oknem wierzę Eiffla, a teraz to się dzieje naprawdę. Mam tu wielu przyjaciół, którzy naprawdę bardzo mi pomagają, jednak nikt nie zastąpi mi Olivii. Poznałam wielu chłopaków, ale żaden nie był dla mnie, więc do tej pory jestem samotna. Natomiast Olivia nie pracuje, chodzi w tygodniu na studia. Owszem, czasami w weekendy chodzi dorabiać do jednej z nowojorskich knajp, gdzie szefem jest jej chłopak Ben. Wiem o wszystkim z jej listów. Jednak od jakiegoś czasu zauważyłam, że nasze stosunki się pogorszyły. Nie widziałam jej ponad dwa lata. Ostatni raz spotkałyśmy się, gdy przyleciała do Paryża, aby mnie odwiedzić. Długo rozmawiałyśmy, płakałyśmy i śmiałyśmy się. Była bardzo szczęśliwa ze wszystkiego co nowe. Zmieniła się, ale wciąż jej serce jest tak samo wielkie.
                Właśnie wróciłam z treningu i zobaczyłam w skrzyńce list od niej. List miał datę sprzed dwóch tygodni. Pisała w nim:
                Droga Lily,
dzisiaj miałam niesamowity dzień. Byłam z Benem na stadninie koni jego babci i jeździłam na Księciu. Jest to piękny koń, który od razu wpadł mi w oko. Postanowiłam wpadać tu częściej. Jednak najpierw Ben musi wyzdrowieć, ponieważ  wpadł do jeziora i teraz ma wysoka gorączkę. A co tam u ciebie? Jak się czujesz? Pewnie dzień w dzień jesteś wyczerpana pracą, mam rację? Dziękuje za poprzedni list. Za każdym razem jestem tak podekscytowana czytając kolejne listy. Przepraszam, że piszę tak krótko, ale ostatnio jestem zbyt zajęta nauka. Obiecuje, że za niedługo napisze więcej. Dziękuję, że jesteś. Bardzo mi brakuje twojego głosu.
Twoja Olivia.
                Bardzo cieszyłam się z wiadomości, że u niej wszystko dobrze. Postanowiłam od razu odpisać. Jednak gdy wzięłam do ręki długopis i zaczęłam szukać jakiejś czystej kartki usłyszałam dzwonek do drzwi. Zarwałam się i pobiegłam otworzyć. Nie miałam pojęcia kto może stać za moimi drzwiami. Otworzyłam i ku mojemu zdumieniu zobaczyłam dwóch wysokich policjantów. Jeden, z kozią bródką uśmiechnął się smutno, podczas gdy drugi od razu wpakował mi się do przedpokoju.
                - Pani jest przyjaciółką Olivii Bein, czyż się nie mylę? – spytał po angielsku policjant z bródką.
                Byłam w szoku. Nie wiedziałam co się dzieje. Słowa zamarły mi w ustach.
                - Tak, jestem. A czy coś się stało?
                Mężczyzna z bródką  schował swój udawany uśmiech i oznajmił:
                - Chciałbym, aby pani poszła z nami. Znaleziono zwłoki pańskiej przyjaciółki.
                - O Mój...
                Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Nie byłam w stanie cokolwiek powiedzieć. Oparłam się o róg drzwi i zaczęłam łapać oddech, o który było mi bardzo ciężko. Miałam nadzieję, że to jakiś cholerny sen. To wszystko było takie nierzeczywiste. Chciałam krzyczeć, biegać i po prostu zniknać. Zamiast tego stałam tak oparta, a mimowolne łzy zaczęły kapać z moich policzków. Nie wiedziałam, co mam z soba zrobić. Chciałam zasnąć i już się nie obudzić. Jednak nie potrafiłam się poruszyć.
                Wszystko nagle wydało mi się takie bez sensowne. Ten Paryż, to życie, to już było bez znaczenia. Chciałam po prostu odejść do niej. Chciałam wtulić się w jej zawsze proste włosy i czuć bicie jej serca. Chciałam usłyszeć jej śmiech, który już nigdy nie dobiegnie do moich uszu. Chciałam patrzeć jak delikatnie porsza palcami po zimnych strunach swoich skrzypiec. Chciałam być blisko niej, gdziekolwiek ona jest.
                Gdy zmarł mój tata usłyszałam od niej: Lily, musisz wiedzieć, że nie wszyscy, których kochasz odejdą. Ja zostanę już na zawsze". I ja zawsze w to wierzyłam. Muszę przyznać, że nadal w to wierze. Nie potrafię i nigdy nie potrafiłam zrozumieć prawdy. Żyłam w świecie wiary, udając, że to co się dzieje naprawdę nie istnieje, zawsze wierzyłam, że będzie inaczej.
                Wszystkie mysli wirujące w mojej głowie przerwał nagle gruby głos drugiego policjanta:
                - Czy mogłaby pani…
                - Kiedy…- udało mi się wysyczeć przez łzy. Nie poznałam swojego głosu. Był taki pusty. Byłabym pewna, że nie należy do mnie. Ale jeśli nie jest mój, to czyj jest? – Kiedy umarła?
                - Została zamordowana – odpowiedział policjant  - Jej ciało zostało znalezione dwa tygodnie temu, a badania wykazały, że nie zyje już…
                Nie byłam gotowa na to, co miałam właśnie usłyszeć. Wszystko było takie nierealne. Jakby to był koszmar senny, z którego miałam się za chwilę obudzuć. Ale z nie wszystkich koszmarów możemy się tak po prostu obudzić.
                - Nie żyje już od ponad dwóch lat…

No comments:

Post a Comment