Ale wracając do tego mroźnego popołudnia.
Nie wiedziałam co mam zrobić, a pierwszą rzeczą, o której wtedy pomyślałam było
zadzwonienie do niej. I tak zrobiłam. Rodzice zabronili jej wychodzić, ale to
jej nie powstrzymało. Zrobiła wtedy dwie kanapki z masłem orzechowym i uciekła
przez okno.Gdy już zmarznięta znalazła się
w progu moich drzwi rzuciła mi się na szyję i razem zaczęłyśmy wylewać słone
łzy. Ciągle płacząc wypiłyśmy herbatę i zjadłyśmy kanapki, które przyniosła.
Jedna była dla mnie, a druga dla niej.
-
Dlaczego zrobiłaś dwie? – spytałam się jej wtedy – Ja mogę zrobić sobie sama.
Nigdy
nie zapomnę jej bladoniebieskich oczu, które wtedy popatrzyły na mnie przepełnione ogromnym bólem.
- Lily,
nie zrobiłabyś sobie. Gdy jesteś smutna potrafisz nie jeść nic całymi dniami.
Za to, gdy jesteś szczęśliwa jesz za nas dwie. Wiem kim jesteś. Ty wiesz, kim
ja jestem. I już na zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami.
Przytuliłam
ją bardzo mocno i z kolejnymi łzami ściekającymi po bladych policzkach
odpowiedziałam:
-
Tak. Na zawsze.
Dlaczego
o tym teraz mówię? Chcę, żebyście zrozumieli, że mnie i Olivię łączyło coś więcej
niż wielka przyjaźń. Zawsze byłyśmy ze sobą szczere, mówiłyśmy sobie o
wszystkim i byłyśmy zawsze obok siebie, na wyciągniecie ręki. Myślicie zapewne:
przyjaźń nie z tej ziemi. Mogę przyznać wam rację. Tego, co czułam do niej nie
wywołał we mnie nikt inny. Ta miłość była nie do pokonania. Nawet śmierć ją nie
przezwycięży. Tak wtedy myślałam.
Olivia
była moim przeciwieństwem. Podczas gdy ja lubię się zabawić, jestem rozczepiana,
zapominalska, pyskata i bardzo głośna, ona jest osobą zawsze zorganizowaną, a
każdy swój krok ma zaplanowany i wszystko musi być tak jak być powinno. Jej
ciemne włosy zawsze były idealnie proste i zawsze tak samo ułożone. Nie lubiła
z niczym eksperymentować, a już na pewno nie ze swoim ciałem. Kocha grac na
skrzypcach. Gra od siódmego roku życia. Wtedy postanowiła iść do szkoły
muzycznej, a ja poszłam na lekcje tańca. W wieku gimnazjalnym zdobywałam
nagrody z tańca hip hopu, a ona z mistrzostw w gry na skrzypcach. Jednak mimo
wielu różnic coś nas do siebie przyciągało.
Od
przedszkola chodzimy razem do jednej klasy. Przeżyłyśmy wiele wspaniałych,
szkolnych lat. W podstawówce uratowałam ja przed wspinaniem się na wychowaniu
fizycznym po linie, ponieważ miała straszny lęk wysokości. Za to ona w
gimnazjum broniła mnie przed nauczycielką historii, która miała w zwyczaju wyśmiewanie
mnie na oczach całej klasy. Nadeszło w końcu też i liceum. W tym okresie zmarł
mój tato. Jednak nie zostałam sama. Była przy mnie Olivia i jej rodzina.
Zamieszkałam z nią, a jej rodzice traktowali mnie jak własna córkę. Jestem
naprawdę bardzo wdzięczna Olivii za wszystko, co dla mnie zrobiła. Było ciężko,
ale ona sprawiała, że pomimo wszystkich problemów życie wydawało się prostsze.
Gdy
dostałam pieniądze po śmierci taty, postanowiłam spełnić swoje marzenie.
Miałam
je tylko jedno. Był nim uniwersytet tańca w Paryżu. Marzyłam o tym, aby
tam
studiować. Język francuski miałam bardzo dobrze opanowany, ponieważ
za życia taty chodziłam na dodatkowe lekcje. Zawsze widziałam
siebie mieszkająca we Francji. Był tylko jeden problem. Olivia od zawsze
marzyła o muzycznych studiach
w USA. Postanowiłyśmy podjąć jakąś decyzję w związku z nasza
przyszłością.
Podejmowanie jej zajęło nam kilka miesięcy. Rozmawiałyśmy o tym długo i
regularnie. Chwilami pragnęłam porzucić swoje marzenia, aby jej mogły
się
spełnić, i wiedziałam, że ona czuła to samo. Ale uznałyśmy, że musimy
skorzystać z
naszej szansy. Postanowiłyśmy pierwszy raz w naszym życiu się
rozdzielić. Ja
pojechałam na studia do Paryża, ona do Nowego Jorku. Rozłąka była dla
nas
niesamowicie trudna. Nie wiedziałam jak poradzę sobie bez niej, ale to
był czas,
w którym musiałam zacząć kształtować swoje własne życie. Obiecałyśmy
pisać co
kilka dni do siebie listy. Miałyśmy w nich opisywać wszystko co się
działo w
ciągu tych wszystkich dni, wszystkie nasze tajemnice, o których tylko my
możemy
wiedzieć. I tak było już zawsze.
Minęły
trzy lata od naszego rozstania. Jestem teraz tu, w Paryżu. Zostałam
instruktorem tańca hip hopu i breakdanca. Studiuję w weekendy, gdy nie
jestem w
pracy. Pracując, zarobiłam na niewielkie mieszkanko w centrum Paryża.
Kiedyś
moim marzeniem było mieć za oknem wierzę Eiffla, a teraz to się dzieje
naprawdę. Mam tu wielu przyjaciół, którzy naprawdę bardzo mi pomagają,
jednak nikt nie zastąpi mi Olivii. Poznałam wielu chłopaków, ale żaden
nie był dla mnie, więc do tej pory jestem
samotna. Natomiast Olivia nie pracuje, chodzi w tygodniu na studia.
Owszem, czasami w
weekendy chodzi dorabiać do jednej z nowojorskich knajp, gdzie szefem
jest jej
chłopak Ben. Wiem o wszystkim z jej listów. Jednak od jakiegoś czasu
zauważyłam, że nasze stosunki się pogorszyły. Nie widziałam jej ponad
dwa lata.
Ostatni raz spotkałyśmy się, gdy przyleciała do Paryża, aby mnie
odwiedzić.
Długo rozmawiałyśmy, płakałyśmy i śmiałyśmy się. Była bardzo szczęśliwa
ze
wszystkiego co nowe. Zmieniła się, ale wciąż jej serce jest tak samo
wielkie.
Właśnie
wróciłam z treningu i zobaczyłam w skrzyńce list od niej. List miał datę sprzed dwóch tygodni. Pisała w nim:
Droga Lily,
dzisiaj miałam
niesamowity dzień. Byłam z Benem na stadninie koni jego babci i jeździłam na
Księciu. Jest to piękny koń, który od razu wpadł mi w oko. Postanowiłam
wpadać tu częściej. Jednak najpierw Ben musi wyzdrowieć, ponieważ wpadł do jeziora i teraz ma wysoka gorączkę. A
co tam u ciebie? Jak się czujesz? Pewnie dzień w dzień jesteś wyczerpana pracą,
mam rację? Dziękuje za poprzedni list. Za każdym razem jestem tak podekscytowana
czytając kolejne listy. Przepraszam, że piszę tak krótko, ale ostatnio jestem
zbyt zajęta nauka. Obiecuje, że za niedługo napisze więcej. Dziękuję, że
jesteś. Bardzo mi brakuje twojego głosu.
Twoja Olivia.
Bardzo
cieszyłam się z wiadomości, że u niej wszystko dobrze. Postanowiłam od razu
odpisać. Jednak gdy wzięłam do ręki długopis i zaczęłam szukać jakiejś czystej
kartki usłyszałam dzwonek do drzwi. Zarwałam się i pobiegłam otworzyć. Nie
miałam pojęcia kto może stać za moimi drzwiami. Otworzyłam i ku mojemu
zdumieniu zobaczyłam dwóch wysokich policjantów. Jeden, z kozią bródką uśmiechnął
się smutno, podczas gdy drugi od razu wpakował mi się do przedpokoju.
- Pani
jest przyjaciółką Olivii Bein, czyż się nie mylę? – spytał po angielsku policjant z bródką.
Byłam
w szoku. Nie wiedziałam co się dzieje. Słowa zamarły mi w ustach.
- Tak, jestem. A czy coś się stało?
Mężczyzna
z bródką schował swój udawany uśmiech i
oznajmił:
-
Chciałbym, aby pani poszła z nami. Znaleziono zwłoki pańskiej przyjaciółki.
- O Mój...
Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Nie
byłam w stanie cokolwiek powiedzieć. Oparłam się o róg drzwi i zaczęłam łapać
oddech, o który było mi bardzo ciężko. Miałam nadzieję, że to jakiś cholerny
sen. To wszystko było takie nierzeczywiste. Chciałam krzyczeć, biegać i po
prostu zniknać. Zamiast tego stałam tak oparta, a mimowolne łzy zaczęły kapać z
moich policzków. Nie wiedziałam, co mam z soba zrobić. Chciałam zasnąć i już się
nie obudzić. Jednak nie potrafiłam się poruszyć.
Wszystko
nagle wydało mi się takie bez sensowne. Ten Paryż, to życie, to już było bez
znaczenia. Chciałam po prostu odejść do niej. Chciałam wtulić się w jej zawsze
proste włosy i czuć bicie jej serca. Chciałam usłyszeć jej śmiech, który już nigdy
nie dobiegnie do moich uszu. Chciałam patrzeć jak delikatnie porsza palcami po
zimnych strunach swoich skrzypiec. Chciałam być blisko niej, gdziekolwiek ona
jest.
Gdy zmarł mój tata usłyszałam od niej: „Lily,
musisz wiedzieć, że nie wszyscy, których kochasz odejdą. Ja
zostanę już na zawsze". I ja zawsze w to wierzyłam. Muszę przyznać, że
nadal w to wierze. Nie potrafię i nigdy nie potrafiłam zrozumieć prawdy.
Żyłam w świecie wiary, udając, że to co się dzieje naprawdę nie
istnieje, zawsze wierzyłam, że będzie inaczej.
Wszystkie
mysli wirujące w mojej głowie przerwał nagle gruby głos drugiego policjanta:
-
Czy mogłaby pani…
- Kiedy…-
udało mi się wysyczeć przez łzy. Nie poznałam swojego głosu. Był taki
pusty. Byłabym pewna, że nie należy do mnie. Ale jeśli nie jest mój, to
czyj jest? –
Kiedy umarła?
-
Została zamordowana – odpowiedział policjant - Jej ciało zostało znalezione dwa tygodnie
temu, a badania wykazały, że nie zyje już…
Nie
byłam gotowa na to, co miałam właśnie usłyszeć. Wszystko było takie nierealne.
Jakby to był koszmar senny, z którego miałam się za chwilę obudzuć. Ale z nie
wszystkich koszmarów możemy się tak po prostu obudzić.
-
Nie żyje już od ponad dwóch lat…
No comments:
Post a Comment